Wyobraź sobie miejsce, gdzie można obserwować narodziny życia od samego początku. Bez ludzi, bez zanieczyszczeń, bez wpływu cywilizacji – tylko natura pisząca swoją historię na surowej, wulkanicznej ziemi. Takim miejscem jest Surtsey, najmłodsza wyspa Europy, położona około 32 kilometry na południe od Islandii. Powstała nie z planów człowieka, lecz z erupcji oceanu i ognia.
14 listopada 1963 roku wody Atlantyku dosłownie się zagotowały. Z dna oceanu zaczęła wydobywać się lawa, tworząc nowy fragment lądu. Erupcja trwała aż cztery lata, a Surtsey – nazwana na cześć Surtra, ognistego olbrzyma z nordyckich sag – urosła do powierzchni ponad 2,5 km². Z czasem fale i wiatr odebrały jej połowę terytorium, ale pozostała jednym z najbardziej niezwykłych miejsc na Ziemi. Od początku uznano ją za naturalne laboratorium przyrodnicze, w którym można obserwować proces powstawania ekosystemów od zera.
Już dwa lata po jej narodzinach Islandczycy zrozumieli, jak wyjątkowy to obszar. W 1965 roku Surtsey objęto całkowitą ochroną – wstęp mają tylko nieliczni naukowcy z zezwoleniem. W 2008 roku wyspa trafiła na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako jedno z najczystszych miejsc na Ziemi. Wśród tych, którzy mogą postawić tam stopę, jest dr Paweł Wąsowicz – polski botanik i badacz roślinności wulkanicznej, który od ponad dekady uczestniczy w ekspedycjach naukowych na Surtsey.
Pierwsze rośliny pojawiły się już w 1965 roku. Nasiona dotarły z wiatrem, wodą i… ptakami. To właśnie ptaki okazały się głównymi „ogrodnikami” wyspy – aż 75% gatunków przybyło dzięki nim. Przynosiły nasiona w piórach, dziobach, a nawet w materiałach gniazdowych. Wraz z rozwojem kolonii mew, zwłaszcza mewy siodłatej i mewy żółtonogiej, życie na wyspie nabrało tempa – odchody ptaków użyźniły glebę, umożliwiając rozkwit nowych roślin.
Dziś naukowcy potwierdzili obecność 58 gatunków roślin naczyniowych. Wśród nich dominują pionierskie gatunki nadmorskie: Leymus arenarius, Honckenya peploides i Mertensia maritima. Razem tworzą zielone plamy na czarnej, wulkanicznej glebie – znak, że nawet z popiołu może wyrosnąć życie.
Za roślinami przybyły owady i ssaki. Na Surtsey można spotkać pająki, chrząszcze i owady zapylające, a na jej brzegach – foki szare, które co roku rodzą młode. Wokół wyspy pływają orki i morświny. To dowód, że w ciągu zaledwie kilku dekad z pustyni lawy powstał kompletny ekosystem.
Surtsey to dla nauki bezcenny skarb. Pozwala zrozumieć, jak powstaje życie, jak rośliny kolonizują nowy teren i jak ptaki oraz morze kształtują ekosystemy. To miejsce, gdzie każdy kamień i każda roślina są świadkami procesu, który na kontynentach trwał tysiące lat.
Dr Wąsowicz podkreśla, że wyspa jest wzorem odpowiedzialnej ochrony – od sześciu dekad wolna od ludzkiej ingerencji i wolna od gatunków inwazyjnych. Dzięki temu stanowi czyste laboratorium ewolucji.
Choć Surtsey przetrwała erupcję i sztormy, nie uniknie działania czasu. Erozja morska powoli ją zjada – za 100–200 lat pozostanie jedynie skalisty rdzeń. Ale zanim to nastąpi, naukowcy zdążą jeszcze wiele się od niej nauczyć. Bo Surtsey to nie tylko wyspa – to lekcja pokory wobec natury, która nawet z ognia i popiołu potrafi stworzyć nowe życie.